Villanette

Moja wizja

20.01.2003

 Siedzę sobie i tworzę elewacje do następnego domku. Klient ma ,,ambicje projektowe” i nie zostawia mi wolnej ręki. Jego sprawa. Będzie miał dom, na jaki zasłuży. Tylko po co wtedy tyle płacić architektowi?

Chciałabym kiedyś mieć klienta, który powie :

  -Tak podobają mi się Pani projekty, że nie będę się wtrącał. Koszty budowy też nie grają roli.

    Niech Pani pokaże, co Pani w duszy gra.

Zaprojektowałabym wtedy dom pełen niespodzianek ,płynnych linii i pogiętych ścian.

Połacie dachu też byłyby pofalowane i niepokorne.

Kolory byłyby zimne, najchętniej szaro-błękitne i srebrne. Żadnych brązów.

Stopnie schodów rozlewałyby się swobodnie, nie martwiąc się niewygodą użytkowników.

Podłogi wyłożone byłyby marmurem i deskami klonowymi, a w sypialniach kusiłyby puszyste, miękkie wykładziny. W oknach pyszniłyby się muślinowe, proste firanki ujęte w ramy z  aksamitnych zasłon.

Byłoby dużo luster o zaskakujących, falistych kształtach.

Wszystko byłoby jasne, ale niedopowiedziane. Żadnych dosłownych form. Żadnego naśladownictwa natury, chyba, że przez pryzmat własnej wyobraźni.

Dach pokryty byłby karpiówką o zróżnicowanych odcieniach szarości, od jasnego przy okapach do ciemnego przy kalenicy. Albo zwykłym, nieregularnym łupkiem.

Otoczony byłby ten dom ogrodem pełnym swobody. Dużo słońca, dużo cienia, dużo szumu i plusku. A, i  dużo ogromnych głazów. Gdzieś z boku rósłby wiąz górski o nisko zwieszonych gałęziach kryjących wygodną ławeczkę z widokiem na wodę (woda oczywiście zasiedlona przez żaby głośno kumkające o zmroku).To wszystko osnute by było zapachem macierzanki i konwalii.

A dom byłby jakby jednym z kwiatów  w ogrodzie, tylko trochę większym  niż inne.

Bardziej przypominałby dziwną roślinę niż dzieło ludzkich rąk.

 Taką mam wizję. Nie do zrealizowania. Jak wiele innych. Ale pocieszam się, że są ludzie, którzy nie mają nawet wizji. Wizja to już coś!